Praca z domu - czy to możliwe?

Publikację pt. „Tu się pracuje! Socjologiczne studium pracy zawodowej prowadzonej w domu na zasadach telepracy” autorstwa Jacka Gądeckiego, Marcina Jewdokimowa, Magdaleny Żadkowskiej recenzuje Agata Bisko.

Praca w domu

„Mama pracuje w domu” – pewnego dnia pada hasło. Komputer zostaje otwarty, drzwi zamknięte. Szybko jednak zaporę forsuje niewielki, ale hałaśliwy pterodaktyl sterowany ręką i fantazją pięciolatka. Za chwilę pojawia się chodzący słowotok – dociekliwa trzylatka ciągnie mamę za rękaw z pytającym: „Mamooo...”. Matka nie odrywa wzroku od ekranu i opędzając się od latającego gada, stosuje serię uników: „Czy to jest pilne?”, „Nie możesz spytać tatusia?”, „Porozmawiamy później, dobrze?”. Bezskutecznie. Bierze więc głęboki oddech i zaczyna słuchać. Wtedy dziecko artykułuje palący problem: „Mamo, a jak ty się nazywasz?”.

 

Poproszona o próbę autoetnografii pracy w domu, w pierwszym odruchu przywołałabym zapewne to wspomnienie. I nie byłabym odosobniona w takim postrzeganiu jej realiów. A przed podobnym zadaniem stanęli uczestnicy badania, na podstawie którego powstała książka „Tu się pracuje! Socjologiczne studium pracy zawodowej prowadzonej w domu na zasadach telepracy”, gdzie termin telepraca – nietożsamy z telemarketingiem – obejmuje szeroką kategorię pracy wykonywanej zdalnie za pomocą podłączonych do sieci urządzeń.

Badania Jacka Gądeckiego, Marcina Jewdomikowa i Magdaleny Żadkowskiej trwały trzy lata, w czasie których uczestnicy – osoby pracujące przynajmniej czasowo i częściowo w domu – kilkukrotnie udzielili wywiadów naukowcom, sporządzili dzienniczki i fotografie. Na tej podstawie powstała klasyczna publikacja naukowa, oparta na trzech głównych blokach tematycznych – przestrzeń, czas i role społeczne, które konstruują praktyki telepracy.

I tak – dla przykładu – w rozdziale „Praca w domu, czyli gdzie? Trudności z ponowoczesnym miejscem pracy” poznajemy koncepcje postrzegania domu i znamienne historyczne przejście od domostwa połączonego z miejscem pracy, ku domowi jako ostoi rodzinności i intymności. Dla nas istotny jest tu kolejny zdiagnozowany etap, czyli powrót – choć w nowym kontekście – do złączenia sfery prywatnej i zawodowej pod dachem mieszkania. A stanowi to nie tylko manewr stricte przestrzenny, ale faktyczny ruch na mapie kulturowej, czego dowodzą poniekąd przytaczane tu obserwacje badanych.

 

W opinii publicznej praca z domu jawi się zresztą jako układ idealny i docelowy punkt kariery zawodowej rozwijanej na własnych zasadach. Pojawia się jednak pytanie – jak te „powszechne instagramowe autoprezentacje pracy prowadzonej w kawiarni z kubkiem latte” mają się do realu i „syndromu wiecznie nieodrobionej pracy domowej” wolnego strzelca?  

 

Odpowiedzi badanych nie pozostawiają złudzeń, a główne sygnalizowane problemy –skatalogowane przez autorów – to brak jasnego podziału między przestrzenią domowego relaksu a zawodowych wyzwań oraz przepuszczalność granic czasowych między obowiązkami a czasem wolnym. Co za tym idzie, jest to też przenikanie się ról społecznych i ich ciągłe negocjowanie, najbardziej dotkliwe w przypadku zdalnie pracujących rodziców małych dzieci. Pojawiające się tu sformułowania telepracowników mówią zresztą same za siebie: pozorna wolność, samodyscyplina powodująca wyrzuty sumienia, namiastka bycia razem z partnerem, degradacja własnej przestrzeni biurowej, totalne wsiąkanie w pracę i brak „fajrantu”. Nie dziwi więc, że ci, którzy mając za sobą doświadczenie telepracy, decydują się na powrót do sztywnych ram pracy i chwalą sobie rozdział tych światów w systemie zerojedynkowym. Po stronie pozytywów z kolei należy zapisać na pewno większą samosterowność i możliwość rozprężenia „czasościsku” poprzez spacer czy wyjście do kawiarni w środku dnia.

 

Jeśli uzupełnić to o przestrogi badaczy przed postępującą kolonizacją życia codziennego przez pracę zarobkową oraz ich postulat o zamianę popularnego w ofertach pracy słowa „elastyczny” na bardziej odpowiednie – „wiotki” z całym swym zapleczem znaczeniowym, konkluzje są niewesołe. Wyłaniają się one też ze strategii oporu przekazywanych czytelnikom pod postacią, tak zwanych, rekomendacji taktycznych. Upraszczając i przydając nieco dramaturgii sprowadzić je można do haseł: wiedz i walcz! W oryginale: urefleksyjnij czas i przestrzeń pracy i niepracy; zadbaj o sprawiedliwy podział obowiązków domowych i rozpraw się z krzywdzącym stereotypem „siedzenia w domu” jako nicnierobienia.

 

Wygląda więc na to, że importowany koncept WLB, czyli work-life balance sprawdza się być może na rodzimym gruncie anglosaskich realiów. Ale jeśli chodzi o układ praca-dom w życiu polskich telepracowników, jest on jeszcze daleki od harmonijnego. Do tego przywodzi na myśl słowa pewnego prezydenckiego ministra, za które – nawiasem mówiąc – otrzymał nominację do nagrody Srebrnych Ust: „Jest to kompromis. A kompromis jest wtedy, kiedy wszystkie strony są niezadowolone”.

O autorze recenzji
Agata Bisko: 
Z wykształcenia doktor kulturoznawstwa, ma na koncie kilka publikacji, w tym książkę z dziedziny kultury wydaną w 2014. Interesuje się literaturą faktu, należy do Reportażowego Klubu Książki.

Opublikowano: 24 marca 2018

blog comments powered by Disqus