Get access to your tickets, list of attendees and make yourself at home :).

Jak nie wydać (i jak wydać) kasy na drogie fonty?

„Czytanie o typografii jest nudne. Dla nerdów” - dostałam w sms-ie od kolegi typografa. Coś w tym jest. Typografia to narzędzie, lepiej go używać. Trudniej jednak za nie zapłacić, szczególnie gdy darmowej alternatywy nie brakuje. Krojów z otwartego dostępu używa każdy, chociaż  ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Kiedy użycie darmowego kroju to dobra decyzja, a kiedy lepiej wybrać ten płatny?

Z darmową alternatywą trzeba uważać. Nie tylko dlatego, że wiele fontów nie posiada polskich znaków. Wystrzegaj się nie zawsze profesjonalnych portali w stylu tego z wiewiórką oferujących litery o nieznanym pochodzeniu. Takie źródła są jak sklepy z badziewiem pod szyldem „Wszystko za 5 zł”, tylko za darmo. Jeśli nie projektujesz ironicznego plakatu imprezy albo punkowego zina, używasz ich na własne ryzyko.

Poluj

Darmowe fonty wystarczą dla skromnych inicjatyw, drobnych przedsiębiorców, przedsięwzięć non-profit. Wiadomo, że projektując szyld piekarni raczej nie kupisz fontu na indywidualne zamówienie. Masz za to bardzo ciekawy wybór bezpłatnych możliwości, np. tych powstałych podczas akcji Warszawskie Kroje. Znajdziesz tam głównie tzw. kroje displayowe, czyli idealne na szyld, plakat imprezy, okładkę książki, płyty czy identyfikację miejskiej inicjatywy (niekoniecznie warszawskiej). Jak inaczej znaleźć przyzwoity krój w gratisie? Ciekawe wskazówki można znaleźć na Medium.com czy grupach profesjonalistów na Facebooku. Na naszym podwórku mamy np. Polish Designers-Typography Service. Siedzą tam zajawkowicze i nie wpuszczają byle kogo - wiem coś o tym, sama czekałam na akcept ze dwa tygodnie.


Szperaj wśród ofert małych domów typograficznych. Na hasło „type foundry” wyszukiwarka podpowie ci cały szereg możliwości. Nigdy nie wiesz kiedy zdecydują się na darmowy ruch, dlatego warto trzymać rękę na pulsie. Dobrym źródłem wiedzy jest też Twitter. Hasztag #freefont i jedziesz!

Paleta Google’a to jednak pójście na łatwiznę, co oczywiście nie oznacza, że nie ma w niej perełek, w tym polskiej, której używamy nie tylko latem. Z paletą Google’a jest inny problem. Jest dostępna dla wszystkich, więc mocno zużyta.

xXXXX YYYYYY XXX Ilustracja: Joanna Gniady

Mierz

Gdy stawiasz na naprawdę wysoką jakość projektu, bez wydania kilku złotych się nie obejdzie. Pamiętaj, że bez dobrej typografii nie ma porządnego projektu graficznego. To naczynia połączone.

 

W poszukiwaniu płatnych krojów wybieraj rodziny mniej oczywiste. Świetnym źródłem jest blog Typewolf z zakładką Font recommendation. Znajdziesz tam np. alternatywy dla Futury, propozycje dla składu tekstów czy listę krojów dobrej jakości, które nie są jeszcze wyeksploatowane. Warto tam zaglądać.

 

Jeśli nadal wahasz się czy zapłacić za krój pisma, możesz skorzystać z opcji płatnej wypożyczalni. Idea fontstand.com jest prosta - wypożyczasz krój na określony czas płacąc za miesiąc 10% jego ceny. Jeśli potrzebujesz go na dłużej, płacisz dalej. Po 10 miesiącach jest twój. Miej również na względzie, że domy i domki typograficzne oferują darmową opcję testową.

 

Warto też zwracać się bezpośrednio z pytaniem lub prośbą o dodatkowe odmiany, zwłaszcza do małych sklepów, jak np. Milieu Grotesque, Colophon Type Foundry czy Dinamo Typefaces. Zazwyczaj chętnie odpisują. Pamiętaj, że po drugiej stronie siedzą entuzjaści, co najmniej tak samo wkręceni jak ty. Dzięki temu przed zakupem możesz przymierzyć sobie krój jak ubranie w przymierzalni (w supermarketach i w sklepach z ofertą za 5 zł przymierzalni nie ma. Ha!).

Ilustracja - Joanna Gniady Ilustracja: Joanna Gniady

Kup przez klienta

Wciąż nie masz kasy na fonty? Spokojnie, to dalej nie jest moment na paletę Google’a. Jest bowiem droga okrężna - w typografię może zainwestować twój klient. Pod warunkiem, że go przekonasz. Poznaj trzy argumenty na to, że ta inwestycja się opłaca:


1. Byle jaka typografia jest wszędzie. Towarzyszy nam na ulicach, w urzędach i reklamie. Trzyma się mocno na poczcie, mimo niemałej inwestycji w rebranding (Calibri). Na tle tandety porządna i dofinansowana typografia naprawdę się wyróżnia. W przypadku dużych graczy, poważnych instytucji czy inwestycji z rozmachem oszczędzanie na literach to obciach. Jeśli chcesz pokazać klasę, to do kostiumu od Chanel raczej nie założysz sztucznej biżuterii. Ignorancja w kwestii detalu, za jaki wielu uważa typografię, niejednego sprowadziła na manowce. Nie wierzysz? Poznaj ich hotel.


2. Projektowanie krojów pism w Polsce, pomimo skromnej tradycji, jest aktualnie na fali wznoszącej. To wyjątkowy moment, o którym kilku zawodowym typografom jeszcze parę lat temu nawet się nie śniło. Do niedawna prawie nie było możliwości kupienia krojów zaprojektowanych w Polsce, zasługują więc na szczególne wsparcie.


3. W przypadku dużej firmy z silną marką warto zastanowić się nad fontem zaprojektowanym specjalnie dla twojego klienta. Krój pisma to potężny znak rozpoznawczy. Wyraziste litery wystarczą za logo. Przykład? Pierwszy z brzegu - marka Orange. Masz teraz przed oczami ten napis, prawda? Albo Empik. Przecinek zamiast kropki nad i - i wszystko jasne.
Typografia skrojona na miarę jest jak ciuch upolowany w lumpeksie - jedyny w swoim rodzaju. Ok, albo inaczej: jak z butiku od projektanta. Gdy cała reszta ubiera się w H i M.


Kupuj polskie fonty powstające tu i teraz, od Jarocińskiego (Dadastudio i Capitalics), Machalskiego, Misiaka i Langosza. Śledź młodą krew na Instagramie Połczyńskiego i Estrady-Osmyckiego. Dzięki twoim zakupom raczkujący rynek typograficzny będzie się rozwijał. W rodzimych krojach jest lokalny koloryt, którego nie dostaniesz w linku do pobrania ze Szwajcarii. Nie wychodź z założenia, że każda produkcja z szyldem „Swiss" jest na pewno lepsza.


Tych, wciąż niewielu, krajowych projektantów typografii łączy jedno: nie idą na łatwiznę. Gdyby tak było wrzuciliby swoje projekty do któregoś z typograficznych supermarketów o dużym zasięgu. Tymczasem nie, oni wolą butiki (i płacą ZUS!). Nie bój się wejść do środka.

blog comments powered by Disqus